"Bylejakoś(ć)"


Lecą dni jak szalone, a jednak dłuży mi się czas
Czasem mam łezki w oczach wspominając nasz las
Lasem szliśmy, choć rzadko trzymaliśmy się za ręce
Rowerem przemierzyliśmy kilometrów najwięcej

Zamiast wiatru we włosach czuć tylko miejski zaduch
Łóżko tak puste, że otacza mnie jedynie kołdry puch
Już nie budzi mnie chrapanie, a wycie psa sąsiada
Tęsknię za byciem we dwoje, samotność mi jak szpada

Przecina gardło i każdego dnia łaknienie mi odbiera
Tylko ściskające wnętrzności kołatają się we mnie teraz
Chcę hebanowej ciemności, zostać w niej zupełnie sama
W końcu sama jak zepsuta zabawka, porzucona zostałam

Budzę się co dzień i wyczekuję, kiedy stanie mi serce
Zniknąć to by było zbyt proste, jednak nie proszę o więcej
Ja już nikomu nie ufam, w ostatnią podróż chcę się udać
I więcej już nie cierpieć, przyjemności tej się w pełni oddać

Słońce dla mnie czarne, a dzień wciąż pełen granic
Najlepiej będzie wszystkim w spokoju mnie zostawić
Ja więcej sensu nie widzę, zbyt dużo przeżyłam złego
Koniec końców jedyne czego chciałam, to miłości od Niego

Komentarze

Popularne posty