"Gwiazda"
Choć noc była ciemna, rozpromieniały ją światła lampionów
Przez co widoczność gwiazd przysłaniał ich płomienny blask
I chyba te gwiazdy łaskawie mi zesłał jeden z moich aniołów
Trudno mi było je dostrzec, jakby oczy zasłoniło tysiąc mask
Gwiazy długo zwlekały, niczym przykryte przez puszyste okrycie
Gdy spadła już jedna, wnet nieśmiało wyraziłam swą wdzięczność
Odważyłam się wypowiedzieć w myśli jedno marzenie skrycie
Dało mi to harmonię, gdyż jestem osobą, którą cechuje idylliczność
Życie płynęło dalej swym torem, a gwiazda poszła w zapomnienie
Powróciwszy do rutyny, zwyczajnie dni blakły znowu w niebycie
Kilka kolejnych zajęło mi ciąg kropek w jedną całość złączenie
W mym życiu ktoś się zjawił i nic nie dawało osoby tej zbycie
Pewnego dnia naszła mnie myśl tak dalece poważna
Spośród wielu gwiazd na niebie, może mógł być to wtedy znak...
Tak trywialne, bo nagle ta osoba stała się mi nieco ważna
I gdy go tylko zobaczyłam, wnet przepadłam, nie wiem jak
Proszę teraz wszystkie gwiazdy, by sprzyjały tylko nam
W tych oczach niczym tajemne knieje odnalazłam iskier żar
Niech płoną lasy, niech walą się drzewa, mi nie będzie strasznie tam
W gwiezdzistą noc, nawet w płomieniach, wierzę, że odnajdziemy czar
Komentarze
Prześlij komentarz