"Karuzela"
Nie ma spokojnej dla mnie karuzeli, ciągle trwają wokół spory
Nie poznawszy mej historii, ciężko wejść jest w moje buty
Co jest łatwe dla jednej osoby, drugiej może sprawiać trudy
Mnie przeszywa stres tak bardzo, że nie umiem już inaczej
Mając co dzień szklane oczy ciężko jest o inny osąd raczej
Zostało mi już tylko wciąż frustujące kołowacenie języka
Nie zawracam już innym głowy, gdy moja zdolność mowy znika
Wpadam w panikę i zupełnie jak automat sama się nakręcam
W myślach zapętlonych w nieskończoność siebie nigdy nie oszczędzam
Może ciężko jest mi wyjść z ciągłego poczucia zagrożenia
Nie zaznawszy bezpieczeństwa tylko się na gorsze zmieniam
Kręci mi się w głowie od emocji, stale piętrzących się potrzeb
Świat się nie kręci wokół mnie, mogę więc wyprawić sobie pogrzeb
Grzebiąc w przeszłości, nie znajdując wiele sensu, rozgrzebuję rany
Wszelkie plany i nadzieje pochowałam, los współtworzę poplątany
Czy ten zapętlony rollercoaster zatrzyma się na krótką chwilę?
By spokoju zaznać bodaj ksztynę nieba z chęcią dziś przychylę
Kar u zera nie doskwiera, gdy się obrany kierunek nie zmienia
Karmię siebie zatem kłamstwem, tyle ze złudnego zabarwienia
To co teraz nieistotne, powróciwszy do pradawnych wspomnień
Mogę wyobrażać sobie przyszłość, lecz nie doznam olśnień
Zblokowane koła nie chcą się poruszać po tych samych drogach
Pomału będzie zawsze lepiej, zamiast biec po stromych górach
Komentarze
Prześlij komentarz