"Kruszynka"
Mało mnie we mnie, jak cięty kwiat z czasem więdnę
Przede mną opuszczona droga, mimo to nią dalej biegnę
Potykam się o własne nogi, ranię skórę o ostre krawędzie
Kamienie wadzą mą skórę, zapominam o nich w pędzie
Ciężko biec jest mi powoli, spacer już mnie przestał koić
Spieszno mi w strachu, że porażka może mnie dogonić
Ostatnimi siłami mojej słabej woli nadaję sobie stały rytm
Czy wyrzutek społeczeństwa może też wieść godny byt?
Okruchy życia dają satysfakcję tylko przez krótką chwilę
Szukałam wiatru w polu, może przez cały czas wciąż się mylę
Mogłam szybciej, ale nie byłam gotowa tak za wszelką cenę
W pogoni za dobrobytem, odgrywać każdego dnia scenę
Po drodze patrzę pod nogi dużo częściej niż przed siebie
Zawieszona między tu, teraz, a kiedyś, gdy byłam dla Ciebie
Po drodze zostawiam okruszki i milion wyrwanych włosów
Srebrny kolor nabrały, z nadmiaru słów jak ze złych snów
O kruszynę chleba nie mam czelności już więcej prosić
W zaufaniu już tylko do siebie chcę dalsze życie donosić
O ksztynę przyzwoitości wokoło błagam, czy to tak wiele?
Choć zawiódł mnie niemal każdy, oazę spokoju zaścielę
Gdy zabraknie tchu, zatrzymam się tylko na minutę
Otacza mnie społeczeństwo tak bardzo z uczuć wyprute
Choć wysysają ze mnie całą energię i zostaję ze smutkiem
Mogę kruszyć w dłoniach słowa, swoje ważę z rozsądkiem
Wszak więcej much przyciągniesz miodem, nie octem
Spadają na mnie okruchy, chronię się pod szczelnym mostem
Na pozór delikatna, istnieje wokół mnie prawdziwa membrana
Stworzyłam ją tak, że mnie zawsze przed światem osłania
Komentarze
Prześlij komentarz